Czar Lublany

Od czasów studenckich znacząco zmieniłam sposób podróżowania. Do historii przeszło już bieganie od wczesnych godzin rannych bez chwili wytchnienia, na próżno próbując „zaliczyć” wszystkie najważniejsze zabytki w danym mieście, bez zatrzymania się chociaż na chwilę, by poczuć atmosferę miejsca. Nie wspominając o imprezach do białego rana, których skutki dawały się odczuć boleśnie jeszcze długo następnego dnia. Dzisiaj po pierwsze podróżuję dużo wolniej. Nauczyłam się wyznaczać priorytety (nawet w będąc w trasie!), co przenosi się bezpośrednio na jakość i komfort podróży. Wszystko odbywa się wolniej i tym samym bardziej świadomie. Rozsmakowujemy się z mężem w danym miejscu, chłoniemy jego atmosferę, wychodzimy naprzeciw mieszkańcom, by to od nich dowiedzieć się czegoś więcej, posłuchać niezapisanych historii. Gorąco zachęcam do rozmowy z kelnerką w kawiarni, pani w sklepie z pamiątkami czy dziadkiem czekającym na ten sam autobus co my. Zobaczycie, ilu niezapomnianych wrażeń dostarczycie zarówno sobie, jak i Waszym rozmówcom.

Na długi marcowy weekend chcieliśmy z mężem udać się do ustronnego, ale nie kompletnie odizolowanego od świata miejsca. Mając na uwadze odpoczynek od zgiełku miasta, nie padło na żadną wysoko plasującą się w rankingach turystycznych metropolię. Chwila wodzenia palcem po mapie Europy, krótka wymiana zdań i wybór został dokonany. Jedziemy do Lublany! Mój mąż zdecydowanie wolał wschód niż zachód Europy, ja kojarzyłam to miejsce z jednej z książek Paulo Coelho.

I tak oto niedługo później znaleźliśmy się wczesnym piątkowym porankiem w stolicy Słowenii. Przywitała nas cisza, którą co jakiś czas przerywały stada gołębi, spacerujące po starówce. Poza błogim spokojem rzucił nam się w oczy niesamowity porządek i pastelowe kolory oplatające zabytkowe kamieniczki. Soczysta zieleń trawy oraz rażąca żółć kwitnącej forsycji ożywiały krajobraz, dając tym samym dowód na to, jak pięknie mogą harmonizować  ze sobą natura i wytwór ludzkich rąk.

IMG_1443

IMG_1432

IMG_1428

IMG_1740

IMG_1433

Stolica Słowenii przerosła nasze oczekiwania. Miasto jest urocze, wypełnione mnóstwem przytulnych restauracji i barów, często oferujących stoliki na zewnątrz na tarasach, skwerach lub przy nabrzeżu. Ljubljana (słoweń.) jest tak mała, że przebywając tu nawet kilka dni, nie zdziwcie się, gdy natkniecie się na osoby spotkane wcześniej w jakimś lokalu czy muzeum. Ma to oczywiście swoje plusy i minusy: zapoznani na miejscu Słoweńcy powiedzieli nam, że zarówno główne miasta jak i cały kraj są bardzo bezpieczne – każdy każdego zna, więc ciężko się tu komuś zakamuflować. W całym państwie istnieją tylko cztery uniwersytety, więc jeśli absolwent jednego z nich nie wyjedzie za granicę, to najprawdopodobniej znajdzie się w Lublanie i po kilku tygodniach/miesiącach zapozna całą stołeczną śmietankę. Z drugiej strony tworzy to bardzo kameralną atmosferę. Turyści są mile widziani, jednak nie do końca można to odnieść do obcokrajowców, którzy mają zamiar osiedlić się tu na stałe.

IMG_1702

IMG_1741

IMG_1709

IMG_1449

IMG_1588

IMG_1606

W Ljubljanie nie ma metra, ani nie jeżdżą po niej nawet tramwaje. W centrum bez problemu można poruszać się wszędzie piechotą lub rowerem – ulubionym środkiem transportu Słowenów. Dla tych bardziej wymagających istnieją oczywiście autobusy, jednak samo centrum zostało zmodernizowane kilka lat temu w taki sposób, by mogli w nim poruszać się tylko piesi lub rowerzyści, więc podróż autobusem odbywa się dookoła miasta. My przez cztery dni używaliśmy tylko i wyłącznie naszych dolnych kończyn (nie licząc wycieczek do Bledu i jaskini Postojna) i musimy przyznać, że dało nam to niesamowitą, dawno nieodczuwalną, wolność. Bez rozkładów jazdy, kolejek, śpieszenia się na dany autobus czy tramwaj, wyliczania, kto zamawia do kolacji wino, a kto musi zadowolić się wodą.

Co można zobaczyć w tym urokliwym miejscu? Lista zabytków nie jest tak długa jak w Paryżu czy Londynie, jednak sam spacer wzdłuż rzeki Lublanicy, widok na miasto z murów zamku, wystawa fotograficzna w Parku Tivoli czy delektowanie się wykwintną kolacją w jednej z lokalnych restauracji niewątpliwie uczyni nasz pobyt wyjątkowym.

ZAMEK

Górująca nad miastem budowla, szybko przyciąga wzrok odwiedzających. Warto się tam wybrać chociażby po to, by spojrzeć na stolicę z innej perspektywy. Spacer na wzgórze jest jedną z opcji, drugą jest wjazd kolejką, który chociaż sprawia dużo frajdy, trwa tylko kilka minut. W nocy zamek jest podświetlany, co nadaje mu zupełnie inny klimat.

IMG_1439

IMG_1457

IMG_1730

IMG_1728

IMG_1467

IMG_1732

IMG_1602

IMG_1752

ARCHITEKTURA

Ljubljana poza swoją kameralnością zachwyca architekturą. Styl romański przeplata się tu z barokiem, jednak zdecydowanie największymi perełkami są budowle secesyjne. Domy handlowe, gmachy banków i administracji publicznej zachwacają kolorami, zdobnością, ilością detali. Każdy miłośnik Art Nouveau będzie oczarowany tyloma jego przykładami na tak małym obszarze, utrzymanymi na bardzo wysokim poziomie.

IMG_1586

IMG_1592

IMG_1695

IMG_1754

IMG_1713

IMG_1699

IMG_1759

JEDZENIE

W kuchni słoweńskiej królują potrawy mięsne oraz… pizza. Wiąże się to bezpośrednio z dzieleniem granicy z Włochami od strony wschodniej oraz mała, ale dość wpływowa jeśli chodzi o kuchnię, ilość emigrantów z tego właśnie kraju. W ciągu dnia Słoweńcy spotykają się na kawę, która nierzadko kończy się piwem (i to nie jednym!). Do kolacji popija się rodzime lub importowane od sąsiadów wino. Ciekawym projektem jest targ Open Kitchen otwarty w każdy piątek od połowy marca do października. Na jednym z placów w centrum miejscowi restauratorzy i szefowie kuchni przygotowują na oczach tłumu swoje najlepsze dania. Można wtedy spróbować specjalności wykwintnych lokali w przystępnych cenach, skosztować kuchni z różnych zakątków świata czy po prostu spotkać się ze znajomymi. A wszystko to przy akompaniamencie muzyki, przy lejącym się winie, z dala od szumu samochodów. Istny piknik w środku miasta!

IMG_1710

Bled WM (18)

IMG_1725

IMG_1743

Jeszcze ktoś się waha, czy Lublana ma to coś? Zdecydowanie ma! Więc zamiast dalej się zastanawiać, zacznijcie pakować plecaki!

Advertisements

7 thoughts on “Czar Lublany

  1. Mnie też Ljubiana zauroczyła. Zwłaszcza secesyjne budynki i ta kameralność, o której wspomniałaś. I swojskie, podobne do naszego jedzenie. Po latach w Anglii była to dla nas pożądana niespodzianka

    Like

    1. Byłam pewna, że nie tylko mnie Lublana przypadła do gustu! 🙂 Masz rację, że Słoweńcy mają podobną do naszej kuchnię (pomijając oczywiście pizzę); nam najbardziej smakowały swojskie kiełbasy i zupa zupełnie przypominająca w smaku krupnik. Pozdrawiam!

      Liked by 1 person

  2. Uchwyciłaś piekno i spokój tego miasta.Nocne ,lub choćby wieczorne zwiedzanie i spacery mają jeszcze większy urok .Nie byłam tam jeszcze…ale w tym roku wybieramy się do Polski przez kilka państw i zdajemy się na przypadkiem napotkane piękne miejsca.

    Like

    1. Dziękuję bardzo za ciepłe słowa:) Wasza podróż zapowiada się wspaniale! Jeśli tylko będziecie mieć taką możliwość, wybierzcie się do Lublany, na pewno nie pożałujecie!
      Pozdrawiam gorąco

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s