Jak przetrwać zimę w Chinach?

Ten wpis powstał dla Klubu Polki na Obczyźnie w ramach projektu „Jak przetrwać zimę w naszym nowym kraju?. Co prawda, dwa lata temu miałam „przyjemność” spędzić zimę w Chinach, ale doszłam do wniosku, że doświadczenia, które tam przeżyłam, są znacznie ciekawsze od tych zebranych u naszych sąsiadów zza Odry.

NY Wuhan (3)

Znajomi z Europy nie dowierzali, co strasznego może być w zimie bez mrozu, śniegu, zawieruchy. Wtedy ja sugerowałam, żeby w całym domu wyłączyli ogrzewanie i poczekali. Na pewno szybko by zrozumieli, co miałam na myśli.

Półtora roku mieszkałam i pracowałam w południowych Chinach, dokładnie w nadmorskim mieście Xiamen. Przez dziewięć miesięcy cieszyłam się upalnym, niekończącym się latem. Przez dziewięć miesięcy nie zakładałam dżinsów ani swetra, bo po prostu było na to za gorąco. Przez dziewięć miesięcy przebywałam w klimatyzowanych pomieszczeniach, a chodząc po ulicach, ocierałam chusteczkami pot z czoła. Przez wiele miesięcy (przyleciałam w kwietniu) żyłam w błogiej nieświadomości, co czeka mnie w zimie.

Nigdy nigdzie nie wymarzłam tak  bardzo jak owej pamiętnej zimy. Wilgotne angielskie powietrze przenikające do każdej szczeliny mieszkania, ani niskie temperatury w Polsce nie dały mi tak popalić jak lodowate noce w Xiamen w klimacie podzwrotnikowym. Trzeba Wam wiedzieć, że Chiny są odgórnie podzielone na część południową i północną. Na Północy panuje o wiele surowszy klimat, więc ogrzewanie jest dozwolone, na Południu jak łatwo można się domyślić, rosną palmy, bananowce, uprawia się ryż, więc tym samym nie istnieje tam centralny systemu ogrzewania, a co za tym idzie w szkołach, biurach, sklepach, domach, fabrykach, szpitalach, wraz z nastaniem grudnia, robi się nieprzyjemnie chłodno. W skwarne letnie miesiące nie przeszło mi przez myśl, że temperatura na zewnątrz + 10°C przeistoczy moje mieszkanie w istną lodówkę.

Wraz z moją polską współlokatorką każdego wieczora przeklinałyśmy nadejście nocy, bo oznaczało to ubieranie się na cebulkę w parę warstw ubrań. Żeby było śmieszniej, w dzień wystarczała nam zaledwie koszulka, sweter lub cienka kurtka oraz długie spodnie z krytymi butami. Wieczorem zaczynał się cyrk i prawdziwe przebieranie, a i to nie wystarczało, bo rano budziłyśmy się z kapiącym nosami i skostniałymi członkami. Moja koleżanka zainwestowała w podgrzewany, elektryczny koc, obie oczywiście używałyśmy przenośnych grzejników w naszych sypialniach (nie wspomnę o rachunku za prąd, jaki dostałyśmy pod koniec sezonu), a i tak to nie wystarczało, bo okna były nieszczelne. Nawet stosunkowo łagodna zima daje się niesamowicie odczuć, gdy dom jest nieogrzewany.

W szkole podstawowej, w której pracowałam, byłam chyba jedyną osobą, która na widok otwartego okna podbiegała i natychmiast je zamykała. Zahartowani od małego uczniowie, ćwiczyli i bawili się w kurtkach, nic sobie nie robiąc z tych niedogodności. Zazdrościłam im tej swobody, w przerwach wymykałam się na zewnątrz, by spędzić jak najwięcej czasu na świeżym powietrzu i rozgrzać zmarznięte kości, w słońcu było o wiele cieplej niż w wyziębionych murach.

NY Wuhan (4)
Przerwa w szkole – niektórym jak widać nigdy nie jest zimno

Kiedy mój dobry chiński znajomy zaprosił mnie na uroczystości obchodów noworocznych w jego rodzinnym domu nieopodal Wuhan, zgodziłam się bez wahania. Adam ostrzegł mnie jednak, że będzie tam zimniej niż w prowincji Fujian, gdzie mieszkałam. Stwierdziłam, że skoro w Wuhan temperatury spadają poniżej zera, to w domach musi być ogrzewanie. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogło być inaczej!

Po przybuciu na miejsce i wejściu do nowowybudowanego domu, odruchowo ściągnęłam buty i kurtkę. Natychmiast postawiono przede mną obuwie zmienne, jednak gorąco zaprotestowano przeciw odwieszaniu kurtki na wieszak. Zrobiłam głupią minę: znajdowaliśmy się w przestronnym, nowoczesnym salonie, nad suto zastawionym stołem unosiła się para, wokół krzątało się 20-30 osób. Ciężko było zliczyć wszystkich obecnych, bo domy na wsiach są ogromne, a na czas Nowego Roku zjeżdża się do nich cała rodzina, często rozsiana za pracą po najróżniejszych regionach Chin. Wujkowie, ciotki, kuzynowie, dziadkowie z reguły również mają domy w tej samej wsi, a dni spędzają na odwiedzaniu się, biesiadując razem i grając w karty do późnych godzin nocnych.

Wracając do naszej historii, dziwnie się czułam siedząc w kurtce przy stole, jednak szybkie spojrzenie na pozostałe osoby upewniło mnie w przekonaniu, że to, co dla jednych wydaje się czymś niecodziennym, dla innych jest normą. Chwyciłam więc za pałeczki i zaczęłam jeść swoją miskę ryżu, w międzyczasie podjadając  inne smakołyki przyrządzone na nasz przyjazd.

NY Wuhan (5)

Najedzona, zdałam sobie sprawę, że skoro do stołu zasiadamy w kurtkach, to znaczy… No właśnie, najgorsze miało dopiero nadejść. Jak tu wziąć prysznic (czytajcie: rozebrać się do naga), jeśli w łazience nie ma ogrzewania? Poniekąd przyzwyczaiłam się do tego w Xiamen, jednak tam nie było tak niskich temperatur. Modliłam się, żeby chociaż woda była ciepła, bo z tym też nigdy nie wiadomo, zwłaszcza na wsi. Po upewnieniu się, że woda jest jak najbardziej gorąca, system okazał się dość nieskomplikowany: należało po prostu szybko pozbyć się wszystkich warstw ubrań, wziąć rozgrzewający prysznic, a po nim jeszcze szybszej wskoczyć w pidżamę. W tym wypadku nie była to jedwabna nocna koszula, a gruby, bawełniany dres i obowiązkowo wełniane skarpety. Mając w pamięci zimne noce w Xiamen, byłam przerażona wizją noclegu w lodowatym pokoju. Przez chwilę zacząłam nawet żałować przyjazdu tutaj. Minę miałam chyba nietęgą, bo znajomy bez słów odgadł przyczynę mojej bolączki. Z uśmiechem na ustach powiedział, żebym się nie martwiła, bo kołdry są z najprawdziwszego pierza i gwarantują ciepło nawet w ekstremalnych warunkach. „Ciekawe co znaczą ekstremalne warunki dla ludzi, którzy od dziecka żyją w zimie bez ogrzewania.” – pomyślałam. Gdy spojrzałam na łóżko, poczułam ulgę, bowiem piętrzyły się na nim puchowe pierzyny. Zrzuciłam z siebie kurtkę i już po chwili leżałam na wielkim łożu, zanurzona w otchłani puchu. „Księżniczka na ziarnku grochu”- pomyślałam. Na szczeście żadnego grochu nie było, a następnego ranka wstałam rześka i wyspana. Nie muszę chyba pisać, że najgorszą rzeczą w tym wszystkim było opuszczenie mojego ciepłego królestwa – jedynej oazy, gdzie temperatura znacząco oscylowała powyżej zera.

NY Wuhan (1)

NY Wuhan (2)

Następny ranek spędziłam na przyglądaniu się, jak mama i siostra mojego znajomego przygotowywały śniadanie dla całej rodziny. Wyglądało to, jakby szykowały potrawy co najmniej na wesele: szybkimi, zwinnymi ruchami zawijały dumplingi, coś na kształt naszych pierogów lub uszek, rozlewały wywar do papierowych miseczek, smażyły warzywa na patelni, rozdzielały owsiankę (oczywiście w wersji ryżowej) do równo ułożonych naczyń na stole.

W całym tym zamieszaniu kręciły się dzieci opatulone w grube ubrania, które przy każdym ruchu kiwały się jak kaczki z boku na bok. Co ciekawe żadne z nich nie protestowało, żadne nie płakało, żadne nie tarmosiło szalika okręconego wokół szyi. Ot, po prostu chińskie posłuszeństwo.

Po powrocie do Xiamen natychmiast zastosowałam się do rady moich chińskich znajomych i udałam się na zakupy, na których upolowałam wielką, puchową kołdrę. Miałam wiele szczęścia, bo w sezonie czasami ich brakuje. Jednak nie zapominajmy, że w Chinach długo nie czeka się na nową dostawę – akurat to komunistyczne państwo pilnuje, żeby półki w sklepach całego świata były zawsze dobrze zaopatrzone.

Reasumując, oto rady moich chińskich przyjaciół na przetrwanie zimy: grube, ciepłe ubrania, puchowa kołdra, gorące jedzenie oraz litry ciepłej wody wypijanej w ciągu dnia na rozgrzanie. Nie pozostało mi nic innego, jak wcielić je w życie i przeczekać ten zimny okres.

 

Advertisements

5 thoughts on “Jak przetrwać zimę w Chinach?

  1. Napewno piszesz o Chinach? ,bo mam wrażenie ,że to post o Hiszpanii. Tak,tak,męczę się tu w zimie straszliwie ,bo klimat podobny jak ten w Chinach.Lata suche i upalne ,że nie da się żyć ,a zimy paskudne w mieszkaniach oczywiście,bo ogrzewania brak.Już 17 z kolei taką zimę przetrwałam ,ale wesoło nie jest .Tym bardziej ,że temperatury spadają do 0 stopni i w mieszkaniu jest wtedy 13 ,he,he.Przyjechałam tu właśnie zimą i płakałam za Polską i moim gorącym kaloryferem.Pozdrawiam.Dziś 20 stopni.

    Like

    1. Nie pomyślałabym, że w Hiszpanii jest podobnie… i tak zimno w zimie! Mam nadzieję, że jakoś przetrwasz te ostatnie dni do wiosny i że niedługo zrobi się u Ciebie cieplej:) Pozdrawiam gorąco

      Like

  2. Zupełnie przypadkiem trafiłam na Twojego bloga i od razu taki przydatny wpis! Akurat rozmyślam o wizycie w Chinach zimą, chyba muszę raz jeszcze zaplanować moją garderobę 😉 Pozdrawiam!

    Like

    1. Nie wiem, jak to się stało, ale umknął mi komentarz od Ciebie, przepraszam! Bardzo mi miło, że znalazłaś na moim blogu przydatne informacje. Chiny to ogromny kraj i klimat jest bardzo różnorodny – oprócz zimy należy jeszcze uwzględnić porę deszczową i tajfuny. Pozdrawiam 🙂

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s