Lindau – u podnóża Alp

Witając się kilkanaście dni temu z Europą, zatęskniłam za małymi, urokliwami miasteczkami, misternie rozplanowanymi uliczkami, skrywającymi w sobie setki lat tradycji, wspomnień, wydarzeń. To tam na jednym rogu możemy kupić drożdzówki, napić się kawy w przytulnej kawiarni, na drugim zjeść domowy, regionalny obiad, dalej zatrzymać się u szewca czy zegarmistrza (swoją drogą jakie to piękne, prawie wymarłe zawody), by na końcu zagadać się ze sprzedawczanią kiosku, kupując gazetę. Na próżno szukać takich miejsc w Stanach! Chyba, że natrafimy na wioskę zbudowaną od podstaw przez europejskich imigrantów, taką jak na przykład duńskie Solvang w Kalifornii. Ale i tam ciężko o herbatę w porcelanowej filiżance, nie mówiąc o innych miastach, gdzie królują wszechobecne sieciówki (zaczynając od sklepów odzieżowych, a kończąc na barach i restauracjach) – miejsca, jak dla mnie, pozbawione jakiegokolwiek charakteru i duszy, w każdym zakątku kuli ziemskiej wyglądające identycznie.

Dlatego marząc o tegorocznych podróżach po Europie (naszą dewizą jest, że tam, gdzie mieszkamy, tam poznajemy dokładnie najbliższe okolice i w miarę możliwości dany kontynent), zapragnęłam lepiej zgłębić południowe Niemcy. Wiosną zeszłego roku wybraliśmy się nad Jezioro Bodeńskie, może i w tym warto tam powrócić, by znów oddać się czarowi Lindau czy Konstancji.

Lindau (2)

Lindau (6)

Lindau (1)

Lindau (4)

Lindau (7)

Lindau (9)

Lindau (8)

Lindau (3)

Lindau (5)

Pewnego pięknego, kwietniowego poranka obudziliśmy się na polu namiotowym nad Jeziorem Bodeńskim w Lindau. Nie zastanawiając się długo, zgarnęliśmy prowiant do plecaka i udaliśmy się w to samo miejsce, gdzie zeszłego wieczoru jedliśmy kolację – nad samą plażę, by stamtąd podziwiać widok na majestatyczne Alpy i krystalicznie czystą wodę. Przy śniadaniu towarzyszył nam dostojny, śnieżnobiały łabędź, dumnie oznajmujący wszem i wobec, że gości nas w swojej magicznej krainie.

Tym samym rozpoczęliśmy sezon namiotowy, ale muszę przyznać, że jak szybko się zaczął, tak szybko się skończył. Z namiotem przeprosiliśmy się dopiero w Stanach Zjednoczonych, podczas naszej dwutygodniowej wyprawy samochodem w listopadzie. W tym roku obiecaliśmy sobie więcej wycieczek w góry, nad jeziora, lasy, łąki. Jednym słowem chcemy się wsłuchać w naturę i liczymy, że dane nam będzie więcej możliwości wykorzystania naszych przenośnych, czterech ścian.

A co do samego Lindau, to warte jest odwiedzenia chociażby ze względu właśnie na łabędzia.

 

Advertisements

4 thoughts on “Lindau – u podnóża Alp

  1. Wycieczke trzeba obowiazkowo powtorzyc jak tylko zrobi sie cieplej. Mozemy sie tez wybrac w inne interesujace miejsca nad Jeziorem Bodenskim. Tym razem my rowniez bierzemy namiot 🙂

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s