Dolina Śmierci

Death Valley (4)

Wracając z Las Vegas do Los Angeles, zahaczyliśmy o Dolinę Śmierci czyli Death Valley. Chociaż przewodnik mówił, że jest to największy park narodowy w Stanach, myśleliśmy, że wystarczy nam jakaś godzina, na zobaczenie jego najciekawszych fragmentów. Z pustyniami już się trochę oswoiliśmy i nie sądziliśmy, że oprócz sławnych wydm, okolica nas czymś zaskoczy, nie mówiąc o oczarowaniu. Wydmy podziwialiśmy jedynie z okien samochodu, gdyż na miejscu okazało się, że rezerwat skrywa tyle niesamowitych cudów natury, że nie sposób przebrnąć przez nie w tak limitowanym czasie. Przybyliśmy tam późnym popołudniem, a wraz z zachodem słońca, kraina zatopiła się w ciemności, skrywając pod jej płaszczem swoje skarby.

Death Valley (5)

Death Valley (6)

Tak naprawdę, by być z Wami szczera, to przejechaliśmy park (chciałabym móc napisać wzdłuż i wszerz, ale to również nie byłaby prawda), zatrzymując się tylko w paru newralgicznych punktach. Niesamowite kolory (od bieli, żółci, poprzez brąz, róż aż do miętowego) i formy terenu wywołały we mnie ogromny przypływ pozytywnej energii. Skały wyglądały jakby malował je jakiś natchniony artysta, mający w głowie tylko jemu znaną wizję. I nikomu już nie uwierzę, że pustynia może być nudna.

Death Valley (2)
Artist’s Drive
Death Valley (7)
Zabriskie Point
Death Valley (1)
Zabriskie Point

Death Valley (3)

To nie woda, ani nie śnieg. Przypuszczaliśmy, że mogą to być również pokłady soli, ale i tu się myliliśmy. Są to kryształki boraksu – minerału używanego w przemyśle szklarskim, kosmetycznym i farmaceutycznym, żeby wymienić tylko niektóre.

Death Valley (8)

Dolina Śmierci swoją niechlubną nazwę zawdzięcza grupie pionierów, którzy w XIX w. podczas gorączki złota, chcieli dostać się do Kalifornii. Na swoje nieszczęście zgubili się oni, błądząc miesiącami po bezdrożach pustyni; niektórzy nawet przypłacili to życiem. Wychodząc z niej, jeden z mężczyzn obróciwszy się, rzekł: „Do widzenia, Dolino Śmierci”. Od tego czasu legenda o poszukiwaczach złota na stałe wpisała się w historię Stanów Zjednoczonych, a owy region dostał takie oto imię.

Fakt, że odwiedziliśmy Park w styczniu, miał same plusy: umiarkowana temperatura i dosyć mała liczba turystów. W miesiącach czerwiec – wrzesień słupek rtęci skacze do 40°C i wyżej, a chyba nie muszę wspominać, że nie ma mowy o schowaniu się do cienia, bo go tam po prostu nie ma! Dlatego wizyta w lecie jest mocno odradzana, a jeśli już zdecydujemy się na nią, to trzeba zabiezpieczyć się w ogromne ilości wody (zalecane 4 litry dziennie na osobę), bo żadnego sklepu nie uświadczymy w odległości kilku godzin jazdy samochodem. Jest to najgorętszy punkt w Stanach. Podobno ziemia jest tak nagrzana, że na jezdni lub masce samochodu można bez problemu usmażyć jajko sadzone. Bezsilni strażnicy proszą tylko o posprzątanie skorupek za sobą. Jest ktoś głodny? 😉

 

Advertisements

4 thoughts on “Dolina Śmierci

  1. dziekuje Ci za komentarz u mnie! swietne zdjecia. piekne tereny. nie bylam jeszcze w USA – zniecheca mnie visa i to cale staranie sie o nia (mieszkam za granica wiec musialabym jeszcze bardziej nachodzic sie zeby ja dostac…) ale jak kieds postawie tam swoja noge to bede korzytsac z Twoich postow<!

    Like

  2. Dziękuję:) Wbrew pozorom nie ma żadnego problemu, żeby dostać wizę turystyczną; dłużej i trudniej uzyskać pracowniczą. My wyrabialiśmy w Polsce i Niemczech, i nie było żadnych problemów. Pozdrawiam

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s