Przez Monument Valley do Grand Canyon

Monument Valley (1)

Czwartek 26 listopada 2015 – Thanksgiving 

Dzisiaj rano obudziliśmy się w Monument Valley wraz ze wschodem słońca. Przywitał nas piękny, mroźny poranek. Chyba największą zaletą spania w namiocie/aucie jest to, że człowiek naturalnie dostosowuje się do rytmu przyrodu i bez ustawiania budzika, wstaje o świcie. Gdy wieczorem dojechaliśmy na kemping, który notabene nie było łatwo znaleźć, bo wokół panowały egipskie ciemności, stwierdziliśmy, że prześpimy się w samochodzie, będzie wygodniej i szybciej, a poza tym zaczynało się robić zimno. Na prowizorycznym polu namiotowym nie było nikogo z obsługi i oprócz jednej przyczepy kempingowej świecił on pustkami (tyle udało nam się dostrzec, gdy zza chmur wyszedł księżyc). Po chwili usłyszeliśmy, że ktoś nadjeżdża, wysiada z auta i zbliża się do nas. Mężczyzna puka w szybę i mówi, że nocleg kosztuje 20 dolarów, płatne z góry. Spotkaliśmy Indianina! Szkoda, że nie przyjechał na koniu ubrany w pióropusz. Mój mąż śmieje się ze mnie, bo ja jak zwykle za bardzo fantazjuję. Chciałam się go o coś zapytać, chwilę porozmawiać, ale niestety sprawdziło się to, co było napisane w przewodniku. Indianie niechętnie wdają się w dyskusje z turystami, biały kolor skóry dodatkowo utrudnia relacje. Chcą na nas tylko zarobić. Kropka. Nie szukają w nas przyjaciół. Nie dziwię im się: przez wieki przępędzani z miejsca na miejsce, torturowani, ubliżani, wygnani ze swoich ziem, pozbawieni majątków, zmuszeni przyjąć zachodnią cywilizację, wciąż żywią do białego człowieka wielką urazę. Ten temat, choć nie stanowi wątków codziennych konwersacji amerykańskiego społeczeństwa, jest problemem nadal obecnym i budzącym wiele kontrowersji.

Monument Valley (2)

Monument Valley (4)

Po śniadaniu bierzemy w dłonie mapkę, którą dostaliśmy w sklepie z pamiątkami obok jedynego hotelu, który znajduje się na terenie parku. Należy on do Indian jak i cały park Monument Valley. Utrzymują się oni z turystyki, sprzedaży pamiątek (szczególnie piękna jest ręcznie robiona indiańska biżuteria, wyroby z gliny, tkane lub wyplatane), hodowli baranów.

W dolinie nie ma zagospodarowanych szlaków do samotnego spacerowania. Jedyną opcją jest objechanie jej autem. Indianie oferują przejażdżkę samochodami terenowymi do niedostępnych miejsc, ale my wolimy naszego Jeep’a.

Monument Valley (3)

Monument Valley (5)

Sceneria parku, niezmieniona od stuleci, wygląda dokładnie jak w filmach o Dzikim Zachodzie. Nawet chmury są takie same jak na ekranie, bo… właśnie tutaj kręcono większość westernów! Mamy wrażenie, że za chwilę pojawi się znienacka jakiś kowboj, krzycząc i wymachując lassem, a z drugiej strony nadciągnie grupa pomalowanych, bojowo nastawionych Indian. Jest to zarazem surrealistyczne, ale jakże namacalne!

Monument Valley (6)

W godzinę udaje nam się zobaczyć wszystkie wyszczególnione na mapie punkty, po czym wyruszamy do Grand Canyon.

Grand Canyon (11)

Dojeżdżamy do niego po południu. Zatrzymujemy się w paru miejscach widokowych, by nacieszyć oczy tym, co czeka nas jutro. Jak do tej pory wszędzie udało nam się uniknąć tłumów, ale już widzimy, że zwiedzających jest tu więcej niż gdziekolwiek indziej. W tym parku, w odróżnieniu od innych, znajduje się dużo hoteli. Postanawiamy, że koniec naszej wyprawy będziemy świętować w jednym z nich. Nic wcześniej nie zarezerowaliśmy, gdyż na dzisiejszy dzień przypada święto Dziękczynienia, które Amerykanie tradycyjnie spędzają w domu z rodziną. Z tego powodu byliśmy przekonani, że park będzie świecił pustkami. Jakież jest nasze zdziwienie, gdy nie możemy znaleźć miejsca parkingowego, nie mówiąc już o wolnym pokoju! Gdy w końcu natrafiamy na jakieś lokum, cena zwala nas z nóg, a do 5-cio gwiazdkowego hotelu jest mu daleko. Wybór jednogłośnie pada na nasz poczciwy namiot. Robimy zakupy w pobliskim sklepie i rozpalamy ognisko na kempingu. Miał być ciepły pokój z łazienką, duże łóżko i masaż. A tymczasem znowu śpimy w lesie! Ale jest klimatycznie, nawet bardziej niż ostatnio. W zimie część pól namiotowych jest zamkniętych, więc siłą rzeczy podróżujący skupieni są na pozostałych i o dziwo, wszystkie miejsca wokół nas są zajęte. Dookoła rozbłyskują płomienie rozpalanych ognisk, cudowny widok. Jest długi weekend i Amerykanie korzystają z niego. Chociaż tak naprawdę to stanowią oni garstkę w porównaniu do masy azjatyckich turystów, którzy oblężyli park.

Piątek 27 listopada 2015

Pobudka wcześnie rano. Całą noc bylo nam niemiłosiernie zimno. Gdzieś w środku nocy lub nad ranem (trudno dokładnie stwierdzić, bo księżyc w swojej pełni oślepiał światłem i miało się wrażenie jakby noc w ogóle nie nastała) weszliśmy do jednego śpiwora, a drugi narzuciliśmy na wierzch, by się rozgrzać. Tak, było ciasno, nawet bardzo ciasno, ale w końcu udało nam się przespać kilka godzin bez ciągłego budzenia się. Później dowiedzieliśmy się, że w nocy temperatura spadła do -9°C! To był nasz rekord i na razie nie mamy zamiaru go pobijać, chyba, że z lepszym sprzętem. Tak na marginesie, przesuwanie własnych limitów, pokonywanie słabości i lęków, jest tym, co opócz poznawania innych kultur i doświadczania pięknych pejzaży, najbardziej cenię w podróżowaniu. Takie przeżycia uczą nas, jak mało wiemy o sobie i że tak naprawdę stać nas na więcej niż nam się wydaje.

Grand Canyon (8)

Grand Canyon (9)

Myślałam, że po Canyonlands nic mnie już tak nie oczaruje, ale byłam w dużym błędzie. Grand Canyon przeszedł moje najśmiejsze oczekiwania! Teraz marzeniem jest spływ pontonem po rzece na dnie kanionu lub piesza, kilkudniowa wędrówka na sam dół.

Grand Canyon (12)

Grand Canyon (6)

Grand Canyon (3)

Grand Canyon (5)

Grand Canyon (2)

Chmury rzucają bardzo interesujące cienie na masyw kanionu. Przed wyruszeniem na spacer, oglądnęliśmy krótki film informacyjny w centrum turystycznym. Okazuje się, że park przyciąga nie tylko turystów, sportowców i miłośników przyrody, ale również artystów. Jedna malarka powiedziała, że ma około godziny na namalowanie obrazu, ponieważ mniej więcej tyle czasu chmury pozostają w takim samym położeniu, tworząc specyficzne kontury. Kolory skał, ich intensywność w zależności od pory dnia, gra świateł i cieni – to wszystko sprawia, że można wpatrywać się w nie godzinami, co jakiś czas odkrywając nowe elementy i detale.

Grand Canyon (4)

Grand Canyon (10)

Grand Canyon (7)

Taki oto widok ujrzeliśmy, gdy wróciliśmy późnym popołudniem na pole namiotowe. W przeciągu godziny pogoda zmieniła się drastycznie. Chmury, jeszcze niedawno puszyste i delikatne, zamieniły się w skłębione, ciemne masy, z których zaczął sypać śnieg. W połączeniu z silnym wiatrem zrobiło się dość nieprzyjemnie. Na dodatek, jak okiem sięgnąć, na kempingu nie znajdował się żaden inny namiot ani samochód. Porozumiewawczo spojrzeliśmy na siebie i już wiedzieliśmy, że i my tu nie zostaniemy. Zwinęliśmy szybko nasz przenośny dom i pojechaliśmy do recepcji dowiedzieć się jaka jest prognoza na następne dni (w parku nie ma zasięgu). Strażnicy poinformowali nas, że generalnie ma się zrobić jeszcze zimniej i bardziej biało, a widoczność może być mała lub żadna. Stwierdziliśmy więc, że może wrócimy dzień wcześniej do domu lub zatrzymamy się gdzieś po drodze, jeśli zobaczymy coś ciekawego.

Sobota 28 listopada 2015

Pobudka w hotelu w Kingman (jak dobrze pójść do toalety bez konieczności zakładania spodni, swetra, polaru, czapki i rękawiczek!). To miasto zaistniało dzięki słynnej trasie Route 66 przecinającej Stany ze wschodu na zachód. Zaczyna się ona w Chicago, a kończy w Los Angeles, dokładnie nad samym morzem koło plaży Santa Monica. Czasy świetności Kingman ma już dawno za sobą, gdyż mityczna i uwielbiana przez miliony Amerykanów 66 jest dzisiaj mało uczęszczana. Powodem tego jest jej zły stan – rząd nie chce w nią inwestować, bo stało się to nieopłacalne. Droga jest wąska, niebezpieczna, na wielu odcinkach nie da jej się poszerzyć, często występują ograniczenia prędkości.

Pod wieczór dojeżdżamy do Los Angeles. Nie głupim pomysłem był przyjazd dzień wcześniej. Pierwotnie zaplanowaliśmy powrót na niedzielę, ale ten dodatkowy dzień we ‘własnym’ mieszkaniu pozwoli nam zrelaksować się i rozpocząć nowy tydzień wypoczętym. A w głowie miliony wspomnień…

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s