Arches -wśród skalistych łuków

Sobota 21 listopada 2015

Z Yosemite jest około 13 godzin drogi do następnego na naszej liście parku Canyonlands. Chociaż na mapie droga wydaje sie prosta, to musimy zrobić koło, gdyż takowa nie prowadzi przez lasy otaczające Yosemite, ani przez pustynie Nevady. Jesteśmy zmuszeni wrócić na południe, ale wybieramy inną trasę niż ta, którą jechaliśmy na północ. Zamiast oceanu i klifów Big Sur, przejeżdżamy przez pustynie Kalifornii. Odbijamy na Las Vegas, bo do Los Angeles jeszcze nam nie śpieszno. Jest już wieczór i zupełnie ciemno – autostrada nie jest oświetlana żadnymi lampami. Czasami mijają nas inne samochody, ruch jest stosunkowo mały. I oto nagle na horyzoncie robi się jasno, jakby nastał dzień. Czyżbyśmy dojechali już do Las Vegas? GPS pokazuje nam, że zostało jeszcze około 70 km. Mijamy Primm, które ciężko określić nawet wioską, bo oprócz trzech ogromnych hoteli z kasynami wybudowanych po obu stronach autostrady, jeszcze większej kolejki górskiej, paru stacji benzynowych i budynków, w których mieszka obsługa ośrodków wypoczynkowych, nie ma tu zupełnie nic! Dookoła rozciągają się same pustynie! Dosłownie w kilka sekund przejeżdzamy przez osadę, wciąż oszołomieni tym, co zobaczyliśmy. Po chwili znów otacza nas ciemność. To taki wstęp do Las Vegas, myślimy. I oto wkrótce naszym oczom ukazują się miliony światełek! Nie da się tego opisać słowami, jest to coś zupełnie niesamowitego. Siłę wrażenia (albo rażenia) potęguje fakt, że w promieniu setki kilometrów nie ma innego miasta i jest zupełnie ciemno. Po kilku godzinach monotonnej jazdy (pustynie w końcu też się kiedyś mogą znudzić) nie wierzymy własnym oczom. Wpatrujemy się jak dzieci w zapaloną po raz pierwszy późnym wieczorem choinkę. Przed nami pojawia się wyspa kolorów, migających świecidełek, wszystko zdaje się krzyczeć, tańczyć, wabić. „Nie, nie możemy się zatrzymać. Tu nie ma żadnego parkingu, a pobocze jest wąskie i niebezpieczne.” – mówi mąż jakby czytając w moich myślach. Pozostawiam więc waszej wyobraźni, stworzenie tego magicznego widoku.

Las Vegas robi na nas duże wrażenie. Myśleliśmy, że historie o tym barwnym miejscu są rozdmuchane, ale wygląda na to, że nie. Przejeżdżamy mijając dziesiątki kasyn, sklepów, sal koncertowych. Wygląda to tak, jakby miasto dopiero teraz, wieczorową porą, budziło się do życia. Nie zatrzymujemy się jednak, bo poza San Francisco, celem naszej wyprawy jest poznanie naturalnego piękna Stanów Zjednoczonych. Może uda nam się tu jeszcze wrócić, w końcu to tylko „jakieś” 4 godziny jazdy z Los Angeles.

Arches  (4)

Niedziela 22 listopada 2015

Taki oto widok ujrzeliśmy dzisiaj rano z okna naszego motelu. Bardzo chciałam zobaczyć przestrzeń pokrytą tylko piaskiem, rozciągającą się dziesiątki, ba nawet setki kilometrów wzdłuż i wszerz, jeszcze nigdy nie miałam przyjemności zetknąć się z ogromem tej formy przyrody. Muszę przyznać, że mając w głowie zakodowany od dzieciństwa obraz Sahary, spodziewałam się chyba czegoś innego, przede wszystkim nie roślin i nowo wybudowanych domów. Nawiasem mówiąc, podziwiam ludzi tam żyjących. Nie mam pojęcia z czego oni się utrzymują, bo oprócz ciernistych krzaków, kaktusów i traw, na których gdzieniegdzie pasą się krowy, nic innego nie jest w stanie wyrosnąć. W tym momencie nie zgodziłby się ze mną żaden biolog, argumentując, że życie pustynne może być niezwykle bogate i różnorodne, i oczywiście miałby on rację, co nie zmienia jednak faktu, że ziemniaków ani zboża tam nie posadzimy.

Arches  (9)

Arches  (5)

Arches  (6)

Arches  (7)

Kolorowe drzewa stanowią coś w rodzaju oaz w pobliżu stacji benzynowych lub wiosek. Gdzie indziej rośnie trawa i same krzaki, które o tej porze roku są suche i bezbarwne. Na wiosnę pustynia ożywia się – podobno jest wtedy pięknie, bo kaktusy kwitną na żółto, czerwono, różowo.

Arches  (10)

Arches  (8)

Arches  (11)

Pod wieczór, zbliżając się do miasta Moab, gdzie planujemy zatrzymać się na kilka dni, natrafiamy na dość niezwykły zachód słońca, żeby nie powiedzieć surrealistyczny. Jest zimno, bardzo zimno. Już godzinę temu widzieliśmy zamarzniętą ziemię. Temperatura różni się diametralnie w ciągu dnia i po zmroku.

Arches  (12)

Poniedziałek 23 listopada 2015

Na dzisiaj zaplanowaliśmy wizytę w Parku Narodowym Arches. Arches to nic innego jak łuki skalne. Jest ich tutaj ponad 2 tysiące, do większości jednak nie można dojść, by nie zniszczyć tutejszej flory i fauny. To, co jest udostępnione dla turystów, wystarczy z pewnością na cały dzień zwiedzania i zapewni niesamowite wrażenia.

W parku znajdują się jeszcze inne formy wyrzeźbione na przestrzeni milionów lat przez wodę, wiatr, mróz i śnieg. Teren jest dość mały (305 km²) jednak niezbędny jest tu własny środek transportu. Jednopasmowa droga o długości 37 km, przecinająca park z południa na północ, bogata jest w punkty widokowe i parkingi. Czasami można się tylko zatrzymać i z daleka podziwiać krajobraz, gdzie indziej możemy maszerować od kilkunastu minut do kilku godzin, by z bliska przyjrzeć się tym cudom natury. Okazuje się, że mamy dużo szczęścia przyjeżdżając tu właśnie w listopadzie: pogoda jest piękna, brak kolejek, zero problemów ze znalezieniem wolnego miejsca na parkingach. Park z roku na rok przyciąga coraz więcej turystów  (corocznie odwiedza go już ponad milion), a z prozaicznej przyczyny niechęci ingerowania w przyrodę, nie można poszerzyć drogi, ani wybudować więcej parkingów. Zarząd parku planuje wprowadzenie zmian; może darmowe autobusy przewożące turystów takie jak w Parku Yosemite, byłyby dobrym rozwiązaniem?

Arches  (15)

Arches  (1)

Arches  (14)

Arches  (13)

Formy skalne przytłaczają swoimi rozmiarami. Wokół panuje nieprzenikniona cisza. Jest niesamowicie czysto. Miasta i autostrady nie należą w Stanach do najczystszych, jednak parki narodowe są nieskażone.

Arches  (2)

Kamyki ułożone jeden na drugim wyznaczają wędrowcom szlaki. Nie wolno budować swoich własnych wież, żeby nikogo nie zmylić, o co tak naprawdę nie trudno.

Delicate Arch, symbol parku i najbardziej znany łuk skalny na świecie, oddalony jest od najbliżego parkingu o jakieś 5 km. Trzeba wyruszyć dostatecznie wcześnie, gdy chce się go podziwiać o zachodzie słońca, bo trasa jest górzysta i stroma. Nie wolno zapomnieć o latarce, która przy powrocie okazuje się niezbędna. Wdrapaliśmy się na szczyt, widzieliśmy piękny i subtelny łuk na tle gór La Sal (a z nami jakieś dobre pięćdziesiąt innych osób).

Arches  (3)

I na tym niestety zdjęcia się kończą. Dobrze zauważyliście, że za dużo kamiennych łuków nie przedstawiały one. Pech chciał, że przypadkowo skasowały mi się najlepsze fotografie zapisane w osobnym folderze. Zachowały się tylko zdjęcia zrobione po drodze.

Advertisements

3 thoughts on “Arches -wśród skalistych łuków

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s